Autor odpowiada za materiał imieniem i nazwiskiem, a przy każdym raporcie widnieje data ostatniego sprawdzenia źródeł. Gdy w trakcie korekty wychodzi rozbieżność między projektem uchwały a jej ostatecznym brzmieniem, poprawka trafia do tekstu razem z przypisem, nie w cichą edycję.
Dlaczego redakcja pracuje inaczej niż serwisy agencyjne
Na tej stronie pokazujemy, jak powstaje nasz materiał: kto go weryfikuje, na jakich źródłach się opieramy i gdzie świadomie odmawiamy publikacji. Bez liczb, których nie da się sprawdzić, i bez zapewnień, których nie potrafimy udokumentować.
Podstawą analizy są teksty uchwał, protokoły komisji, komunikaty organizacji międzynarodowych i orzeczenia trybunałów. Jeśli dany dokument nie jest jeszcze publicznie dostępny, piszemy o tym wprost i wskazujemy, na jakim etapie procedury się znajduje, zamiast uzupełniać lukę domysłem.
Fakty opisujemy osobno, ocenę redakcyjną oznaczamy osobno. Czytelnik od razu widzi, co wynika z zapisu prawnego, a co jest naszą interpretacją. Ta granica bywa niewygodna, bo skraca tekst, ale chroni przed mieszaniem stanowiska z informacją.
Błąd poprawiamy w artykule, w którym powstał, i dopisujemy krótką notę, czego dotyczyła zmiana. Nie usuwamy tekstu ani nie przenosimy go do archiwum bez śladu. To jedyny sposób, żeby czytelnik mógł zaufać także temu, co przeczytał pół roku wcześniej.
Jeśli źródło nie chce ujawnić dokumentu ani potwierdzić informacji w inny sposób, tekst nie wychodzi. Ta zasada kosztuje nas niejedną sensację, ale pozwala uniknąć sytuacji, w której redakcja staje się narzędziem w czyimś sporze politycznym.
Jeśli chcesz wiedzieć, kto odpowiada za poszczególne działy i jak wygląda nasza struktura redakcyjna, zajrzyj na stronę o redakcji. Z uwagami do konkretnego materiału pisz bezpośrednio przez kontakt.